poniedziałek, 12 stycznia 2015

Kultura to nie prokrastynacja, czyli podsumowanie roku, część druga

Druga część mojego podsumowania 2014 roku. Tym razem filmy, książki i muzyka (pierwsza, serialowa, do przeczytania tutaj).

Muszę przyznać, że w ubiegłym roku trochę (a nawet bardzo) zaniedbałam nowości zarówno filmowe, jak i muzyczne. Z książkami było już trochę lepiej, jednak wyraźnie widzę, że większość mojego wolnego czasu pochłonęły seriale. W tym roku trzeba to zmienić!













FILMY

W 2014 bardziej skupiłam się na nadrabianiu klasyków i starszych produkcji, niż na oglądaniu nowości, co bardzo odbiło się na moich osiągnięciach w tym polu. Przykładowo, wciąż jeszcze nie zaliczyłam seansu laureata Oscara, Zniewolonego, nie widziałam również Idy(powoli zaczynam czuć, że przyznawanie się do tego jest w złym guście ;)), chwalonych przez większość Bogów czy najnowszego dziecka Marvela, czyli Strażników galaktyki.

Co udało mi się obejrzeć? Na początek roku bardzo zawiodłam się na American Hustle Davida O. Russella, czyli nudnych rozważaniach na temat przekrętów. Następnie zaczarował mnie Wes Anderson swoim genialnym Grand Budapest Hotel (recenzja), który ogląda się jak dzieło sztuki. W kwietniu był Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz w reżyserii braci Russo, czyli zadziwiająco dobry thriller szpiegowski stworzony pod przykrywką bajki o superbohaterach (nie, żebym miała coś do filmów o superbohaterach, uwielbiam je, tylko to było spore zaskoczenie). W wakacje miał premierę nowy obraz Luca Bessona, Lucy, który obejrzałam niedawno i rozczarowałam się tak bardzo, że zamierzam wyskrobać odpowiednio krytyczną recenzję. Niedawno do kin trafiła ostatnia część Hobbita – to był film tak przeciętny, że straciłam ochotę do napisania czegoś więcej o nim.

Pod koniec października wzięłam udział w piątej edycji American Film Festival we Wrocławiu. W ciągu kilku dni obejrzałam prawie dwadzieścia filmów, głównie niezależnych amerykańskich produkcji. Co widziałam? Między innymi dość przeciętną opowieść o urokach dorastania, czyli Palo Alto Gii Coppoli, klimatyczny kryminał Dave’a Boyle’a, Człowieka z Reno, cała gamę komedii romantycznych (w tym Obvious Child, z którego napisałam recenzję), bardzo brutalną opowieść o gangach (Pięć gwiazd) oraz kilka przekombinowanych eksperymentów, o których chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Miałam również szansę obejrzeć przedpremierowo "Mapy gwiazd Davida Cronenberga, pełne gorzkiej ironii i satyry na gwiazdy Hollywood, spokojnego Manglehorna Davida Gordona Greena z ciekawą rolą Ala Pacino oraz dwa obrazy, które teraz można obejrzeć w polskich kinach: Foxcatchera Bennetta Millera (recenzja) oraz Whiplash Damiena Chazelle’a (recenzja). Oba polecam, szczególnie „Whiplash”, czyli obok „Grand Budapest Hotel” mój ulubiony film obejrzany w ubiegłym roku. Z festiwalu napisałam obszerną relację.


MUZYKA

2014 rok był dla mnie bardzo ubogi w doświadczenia muzyczne. Bardzo żałuję, że zrezygnowałam z Orange Warsaw Festival (Kings of Leon! The Kooks! Florence! KASABIAN!) oraz nie zdążyłam przed wykupieniem biletów na Jacka White’a. Byłam za to na świetnym koncercie The Fratellis w kwietniu w Warszawie, tak dobrym, że moja sympatia do tego zespołu przerodziła się w miłość.

Największym muzycznym wydarzeniem roku było dla mnie wydanie nowego albumu przez Coldplay, jeden z moich ulubionych zespołów. Ghost Stories” (recenzja) to płyta bardzo spokojna i bardzo specyficzna, zupełnie inna od kolorowego „Mylo Xyloto. Kolejny świetny album wydał również Jack White (recenzja). Pojawiło się kilkoro wartych wspomnienia debiutantów, w tym Royal Blood i, z polskiego podwórka, Curly Heads, a także wynalezieni przeze mnie w otchłani Internetu Benjamin Booker oraz zespół Blues Pills. Planuję napisanie recenzji debiutanckich albumów każdego z tych artystów/zespołów.


KSIĄŻKI

Większość przeczytanych przeze mnie nowości książkowych w ubiegłym roku dostałam do recenzji w ramach współpracy z serwisem NaEKRANIE.pl. Sama już jakiś czas temu przestałam kupować powieści z powodów finansowych i głównie polegam na bibliotekach, w których dostanie nowości graniczy z cudem. Moja przygoda z poważniejszym recenzowaniem książek rozpoczęła się wraz z przeczytaniem zbioru opowiadań polskich pisarzy, „I żywy stąd nie wyjdzienikt”. Później miałam okazję sprawdzić, jak w kryminale poradził sobie mistrz horroru, czyli Stephen King i jego „Pan Mercedes”. Pojawiło się również nowe wydanie „Bardzo poszukiwanego człowieka” Johna le Carre’a, dobrze napisanej powieści szpiegowskiej. Później wraz z „Miniaturzystą” Jessie Burton przemierzałam uliczki XVII wiecznego Amsterdamu, zaś z „Wszystko co lśni” Eleanor Catton szukałam złota w Nowej Zelandii. Potowarzyszyłam również samotnemu astronaucie na Czerwonej Planecie przy okazji lektury „Marsjanina” Andy’ego Weira i wraz z Cormoranem Strike’iem odkryłam tajemnicę zniknięcia pewnego pisarza w "Jedwabniku" Galbraitha. Na koniec roku spotkało mnie ogromne rozczarowanie – bo choć przeczuwałam, że „Wnuczka doorzechów” Małgorzaty Musierowicz może nie dorównać starszym tomom serii, to i tak poziom tej książki zranił moje serce miłośnika Jeżycjady.


_____________________________________________

Za nami gala rozdania Złotych Globów. Statuetkę za najlepszy film dramatyczny zgarnął Boyhood Richarda Linklatera (który również został najlepszym reżyserem) – tu zaskoczenia nie ma żadnego, wszyscy się tego spodziewali. Najlepszą komedią (bądź musicalem) został Grand Budapest Hotel i z tego cieszę się bardzo, ponieważ Anderson zasłużył na morze nagród! Niestety w kategorii kompozycji mój faworyt Alexandre Desplat przegrał z Jóhannem Jóhannssonem (Teoria wszystkiego). Jeszcze patriotycznie zasmucę się, że Ida przegrała z rosyjskim Lewiatanem ;) Whiplash został pozbawiony nominacji do najlepszego dramatu, jednak zdecydowano się uhonorować statuetką J.K. Simmonsa za drugoplanową rolę – naprawdę zasłużenie. To, co wyczyniał w tym filmie Simmons, zasługuje na wszystkie nagrody świata.

W kategorii najlepszego serialu dramatycznego wygrał The Affair, chyba największe zaskoczenie tego sezonu serialowego. Zostawił w tyle faworyzowane House of Cards czy The Good Wife. Gratulacje! Inne zaskoczenie, tym razem w kwestii nominacji do Złotego Globa, czyli komedia Jane the Virgin”, jednak nie wygrała statuetki, przegrywając z „Transparent – za to nagrodzona została Gina Rodriguez, czyli aktorka grająca główną rolę w produkcji stacji CW. To chyba znak, że powinnam dać „Jane the Virgin” szansę ;) Złotego Globa dostało również znakomite Fargo, naprawdę zasłużenie.

Pelna lista nagrodzonych tutaj.

Leniwcowy fanart stąd.


Następny wpis będzie poświęcony serialowi Agent Carter:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...