spojlery!
Niesamowicie ciężko jest wymyślić coś świeżego w serialu, który właśnie rozpoczyna swój dziesiąty rok emisji. Głównych bohaterów widzowie znają już lepiej od samych siebie, zaś wiele scenariuszów oraz motywów zostało przemielonych na drobne kawałki. Twórcy "Supernatural" (pl. "Nie z tego świata") próbują odświeżyć format i w pierwszym odcinku najnowszego sezonu wychodzi im to raz lepiej, a raz gorzej.
W finale zakończonej w maju serii posunięto się tak daleko, jak nigdy przedtem: jeden z Winchesterów stał się demonem po kilku miesiącach odczłowieczającej terapii, jaką Deanowi zafundował Znak Kaina. Ważne jest, aby w dziesiątym sezonie nie wrócono zbyt szybko do statusu quo (wszyscy pamiętamy chociażby Czyściec, z którego Dean wydostał się w pierwszym odcinku kolejnej serii, by przez kilka kolejnych wspominać to, co się tam wydarzyło - czyli do punktu wyjścia scenarzyści doprowadzili sytuację już na samym początku). Jaki jest ten nowy, demoniczny Dean (lub Deanmon, jak przez niektórych jest nazywany)? W "Black" jego mroczna natura przejawia się w piciu na umór, instrumentalnym traktowaniu kobiet oraz katowaniem ludzi koszmarnymi wykonaniami koszmarnych piosenek na karaoke. Co prawda również zabija ludzi z zimną krwią, jednak nie jest to coś, co widzimy w przypadku Deana po raz pierwszy. Na razie Deanmon stoi gdzieś pośrodku i scenarzyści muszą się zdecydować, w którą stronę ma podążyć, ponieważ zachowuje się jak nastolatek spuszczony ze smyczy.